21 Listopad 2017 07:43
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Weekend 40.13 w klubie

Na kursie SRC było nas ponad dziesiątka.
Tak więc rośnie duch morskiego żeglarstwa
w klubie.



Skupieni na teorii

Wiadomości i praktyczne zajęcia okazały się bardzo przydatne
zwłaszcza, że ostatniego lata nasza Kookaburra dorobiła
się ukaefki z DSC a i inne rzeczy też się pojawią. Tego jestem
pewny.


Ciąg dalszy skupienia

Jak (będzie) widać na zdjęciach Tomka (zamieszczę je rychło),
pracowaliśmy uważnie. No i wszyscy w komplecie będziemy mieli
niedługo w rękach śliczne patenciki.


Radiopława śliczna jak cacuszko!


Mayday tu Superniefart. Płoniemy?


Pan-pan?


No i test!

 

Regaty o Wstęgę

Z regat zdjęć nie mam oprócz "mapy" trasy ale za to Partycja
napisała parę słów relacji, które poniżej zamieszczam. A jak
będą jakieś zdjęcia to też zamieszczę. Nadmienię jeszcze,
że obie załogi wystartowały na NIEBĘDĄCYCH demonami
szybkości skiperkach :-). Tym większa chwała zawodnikom!

Tak więc Partycja pisze:

Kilka minut po jedenastej obie nasze załogi wychodzą na pomost
w Łabuszu. Krótka odprawa, zapisy, przerysowanie trasy na mapkę
Jamna i startujemy!

Pogodzie nie mamy nic do zarzucenia. Wieje 3-4, nie pada, myślimy sobie,
że zmiana terminu ma jakieś plusy (wiedząc jak deszczowo było na
przystani w miniony weekend).

Mijamy prawą burtą pierwszą bojkę, następnie lewą burtą drugą,
na pomoście Koszałka otrzymujemy pierwszą pieczątkę i kierujemy się
na przystań Politechniki. Ze względu na fakt, że kilka łódek ma
zdecydowanie mniejszą prędkość niż inne jednostki dopływa
do nas motorówka z pieczątką „róbcie zwrot i jedziecie”.

Przy Podamirowie mijamy trzecią bojkę i płyniemy w kierunku
czwartej aż pod Łazy. Wiatr słabnie, nie chcemy żeby złapał
nas zmrok przed końcem regat (JESZCZE nie chcemy pływać
po ciemku!) i po telefonicznej konsultacji załóg Polibudy pada decyzja:
płyniemy na Osieki. Halsujemy, halsujemy, halsujemy i... halsujemy!

Po raz drugi przy naszej prawej burcie pojawia się motorówka,
a na mapce trzecia pieczątka. Ciąży nam na sumieniu pominięcie
czwartej bojki niemniej czwarta, ostatnia pieczątka w odstępie kilku
sekund pojawia się na kartkach naszych załóg.

Klar portowy, udajemy się na grochówkę. Jest ok. godziny 17.
Na jeziorze zrobiło się cicho. Męska załoga wraca na holu.
My wykonujemy telefon do Wice informując, że zrzucamy szmaty,
cumujemy łódkę, wracamy do Koszalina drogą lądową,
a jutro rano wracamy by odstawić skipperka na przystań.

W tym przekonaniu mija nam 15 minut. Wręczenie nagród.
Pomijając sam fakt dyskwalifikacji wraz z Eweliną otrzymujemy
czerwoną latarnię jako nagrodę specjalną za jedyną żeńską załogę
na Jamnie (lub ewentualnie za ostatnią która wróciła, choć ostatnie
de facto nie byłyśmy).

Widzimy, że kilka jednostek postanawia wyruszyć widząc, że znów
zaczęło wiać. Płyniemy! Zaczyna się robić szaro, odbieramy kilka
telefonów z pytaniem czy dajemy sobie radę i zapewnieniem, że
w każdej chwili możemy zadzwonić żeby ktoś nas pociągnął motorówką.

Dajemy sobie radę znakomicie. Pamiętając, że mijałyśmy „gdzieś
w tym miejscu” sieci na regatach wyciągamy czołówkę i pilnujemy
by w nic się nie zaplątać. Po minięciu wysokości Koszałka zaczyna
padać. A później tylko pada coraz mocniej.

„Które ze świateł to nasza przystań?”. Tematy do rozmów przestają
się kleić. Ochota na przybicie do jakiegokolwiek pomostu wzrasta.
Na godzinie 12 pojawia się długa, czarna smuga. Pomost,
zdecydowanie pomost, ale który to? Przy brzegu tak jakby dz-ta,
ale jeśli to nasz, to gdzie L-ka? Gdzieś tam dostrzegamy
przycumowanego skipperka i ochoczo wyciągamy pagaje. Dobijamy.

Miałyśmy też w planach ewentualny nocleg w Łabuszu więc mamy
na pokładzie wszystkie nasze rzeczy, które właśnie mokną, ale idziemy
otworzyć hangar, a przede wszystkim ZAPALIĆ ŚWIATŁO!
Nasza przystań była absolutnie nieoświetlona.

Mokre żagle rozwieszamy w hangarze, przenosimy materace i plecaki,
a że pomost był mokry trwa to o wiele dłużej niż zwykle i po przebraniu
się w suche rzeczy mamy już godzinę 22:20. Zamykamy hangar,
gasimy światło, z jednej strony jesteśmy padnięte z drugiej cieszymy się,
że za każdym razem uczymy się czegoś nowego.

Wygląda na to, że to koniec przygód na dziś. A jednak nie...
Czeka nas jeszcze tylko skakanie z plecakami przez zamkniętą bramę,
a w kilka sekund później łapanie busika, który właśnie mijał naszą przystań
jadąc do Koszalina. „Już nie wrócę na Jamno, nigdy więcej o nie!
Wreszcie koniec włóczęgi, na pewno to wiem!” nucimy cicho myśląc
o gorącej herbacie. ;-)

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

128,484 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.