20 Wrzesień 2017 15:14
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Chopin cz.2

10 lis., wt.

Niech ja sobie przypomnę, gdzie to
mieliśmy najpierw płynąć... Chyba Genua.
Ale było pod wiatr. Potem chyba padło
na Niceę. Nie dość jednak, że pod wiatr to pod
słaby wiatr. Tak więc próbujemy płynąć
na wschód. Ale idzie słabo. Wiadomo, rejowce
nie należą do wyczynowców w ostrym
chodzeniu na wiatr. Tak więc halsy pod Maroko
i z powrotem na wschód ledwo co.
Chyba najlepiej nic nie mówić o planach
bo i tak wszystko zależy od wiatru.
Płyniemy więc i tyle.

Zdałem egzamin z lin! Hurra! Dało się jednak
w moim mózgu jeszcze parę synapsów
powiązać. Miałem niejakie obawy patrząc
na te płoty z nagelbanków. Jeśli wszyscy
z wachty zdadzą to mają być punkty do
rywalizacji. Eeee, jakoś nie przypadam za
rywalizacją. Ale skoro jest rozkaz ścigać
się to będziemy się ścigać... choćby biernie.
Trzeba teraz do zdawania pogonić tzn.
zmotywować młodzież. Starają się ale jeszcze
parę lin do zapamiętania pozostało.

Już całkiem na poważnie zaczęły się lekcje.
Chyba sporym wyzwaniem będzie
pokonywanie zmęczenia.
Uczniów i własnego.

12 lis., czw.

Co to wczoraj było? Zwykły dzień plus
zrzucenie żagli i włączenie silnika.
Wyże dookoła, wiatru brak. Chcemy
popłynąć na północ ale trzeba ominąć
wschodni cypel Hiszpanii, co dej pory
się nie udało. Tak więc motorek.

Odczułem jakościową zmianę we śnie.
Przestało mi już cokolwiek przeszkadzać.
Ani silnik, ani hałaśliwy wentylator,
ani światło padające z korytarza przez otwarte
drzwi kajuty. Pac do koi i sen.

Próbuję właśnie przygotować parę lekcji
bo jest ku temu okazja - "dzień dla statku".
Bez zajęć szkolnych. Ale kołysanie tak mnie
usypia, że ledwo trzymam otwarte oczy
a praca idzie mi z najwyższym trudem!
Może po wachcie dam radę? Dziś przestawka.
Do tej pory 0400-0800 i 1600:2000 a od jutra
od północy do 0400 i od południa do 1600.

Z okazji dnia dla statku były też zajęcia
z oceanografii z Peterem, naszym holenderskim
starszym załogantem.

Było o pomiarach przejrzystości morza
i barwy wody. Ok, całkiem ciekawie ale
jakoś przydługo i prawie nic o powodach
takiej czy innej przejrzystości,
barwy itp. Ciekawe czym nas jeszcze
Peter zaskoczy.

Fot. To nie rzyganie! To pomiar przejrzystości i barwy wody.


22 lis., niedz.

22 listopada! Ha! Miałem na bieżąco opisywać
to i owo a tu nagle zrobiła się dziesięciodniowa
przerwa. Statkowe życie mnie chyba pochłonęło bez reszty.

Niedzielę rozpoznałem po jajecznicy na śniadanie.
Taki zwyczaj. A na obiad będzie rosół
i kurczak. No i jeszcze coś. Do pieczywa
było dziś prawdziwe masło! Aż głupio było kuka
pytać skąd ta zmiana. A może się pomylił i gdyby
wyszło na jaw to by zabrał?  No ale co za smak!
Do tej pory była albo "Daria" albo "Pyszny duet"
- z wodą jako głównym składnikiem plus emulgatory.
A propos takich produktów to do śniadania i kolacji jest
zawsze, oprócz innych rzeczy, pasztet. "Pasztet
z drobiem", którego głównym składnikiem
jest... woda! Ciekawostka. Drób też jest
w składzie ale na szarym końcu i oczywiście
w postaci MOM. Ale nie narzekam, to tylko
w ramach ciekawostki. Jedzenie jest dobre
a od czasu do czasu pojawiają się perełki.
Na przykład wołowy gulasz, który Marek robi
jest genialny! Albo większość zup. Smakowite!

Dni tygodnia trudno rozpoznać bo życie na
statku biegnie bez związku z dniami tygodnia.
Pomijam jajecznicę, rosół i kurczaka jako
markery kolejnych niedziel. Plan lekcji też
nie jest związany z dniami tygodnia. Dziś
mamy na przykład po prostu dziesiąty
dzień nauki i tyle.

Mieliśmy dziś małą niespodziankę w pogodzie.
Kropił deszcz. A to dopiero! Do tej pory
tylko słońce i ciepło. Ciepło jest właściwie
cały czas. Na nocne wachty ubieram się lżej
niż latem na Bałtyku! Nie spodziewałem się
aż takiej różnicy. Całkiem przyjemne uczucie,
nie powiem.

Jesteśmy w drodze na Maltę. W porównaniu
z etapem do Barcelony pędzimy wręcz.
Tak, tak, byliśmy w Barcelonie ale o tym zaraz.
Wczorajsza noc i dzień były bez mała
emocjonujące bo wiatr przekraczał momentami
35 węzłów. A jeśli do tego dołączyć piękną pogodę
to żeglowanie było fantastyczne. Trochę gorzej
jest z prowadzeniem lekcji bo baksztagowy kurs
sprzyja kołysaniu a to kołysanie wyraźnie
otumania uczniów. I mnie z resztą też. Niezła jazda.
Do tego od czasu do czasu przetaczamy się wszyscy
po klasie jak worki kartofli.

Spróbuję sobie przypomnieć co się wydarzyło
przez tych kilka dni. Najłatwiej będzie
gdy zajrzę do telefonu i przejrzę zdjęcia.

O, w fotkach też niespodzianka. Od 9 do 12 listopada
nie zrobiłem ani jednego. Nic się nie działo? Zapewne
się działo ale nie pamiętam. Wdała się pewnie rutyna zajęć
i wacht, jak sądzę. Na pewno byłem dość senny, fakt.

Na nocnych wachtach gapię się w niebo. Zaskakująco
dużo mi to sprawia przyjemności. Zwłaszcza przez to,
że przez tych kilka godzin sporo na niebie się zmienia.
Pora wschodu i zachodu księżyca, kolejne jego fazy,
spektakularny widok wschodzącego Jowisza i Venus.
Pięknie. A rano i wieczorem trudno się oprzeć by
nie zrobić kolejnego zdjęcia zachodu
i wschodu Słońca.

Zajrzałem sobie do różnych zakątków naszego
statku. Przydałoby się Chopinowi chyba trochę
więcej szyku. Widać, że kolejne remonty,
naprawy, doposażenia są robione w "różnym stylu".
Ale jak sobie wyobrazić ile taki "stylowy" remont
musiałby kosztować to szkoda gadać.
Na dodatek samo bieżące utrzymanie żaglowca
musi być pioruńsko drogie. Jakoś trudno
sobie wyobrazić by armator "wychodził na swoje".
Raczej dokłada do interesu. Ale tym większy
tzw. szacun, jak to się mawia. Fantastycznie,
że szkoła pod żaglami cały czas funkcjonuje.

W drodze do Barcelony, 13 listopada, zatrzymaliśmy
się na noc na kotwicy przy Ibizie. Była też okazja
by przeprawić się pontonem na parę godzin na ląd.
Skorzystaliśmy z tego, a jakże. Co prawda wielu
atrakcji tam nie było ale spacer plus piwo w barze
też sprawiło sporo przyjemności. Była też chwila
na pogawędki w innym niż wachtowe grono.
Jak zwykle w takich miejscach zrobiłem rundkę
po marinie by nacieszyć oko jachtami. Marzy mi się
by nasz klub w końcu dorobił się porządnej jednostki.

Mam nadzieję, że będzie okazja podczas rejsu
posłuchać muzycznych talentów, które mamy wśród
załogi. Na razie tylko przypadkiem można je usłyszeć.
Przygotowując wieczorem zajęcia usłyszałem na
przykład jak jedna z Zoś pięknie śpiewała
akompaniując sobie na gitarze. Słyszałem też
brzdąkającego Piotra a to brzdąkanie było
znacząco czymś więcej niż  C-a-d-G

Są też inne ciekawe muzyczne akcenty. Na przykład
Agata potrafi przez całą wachtę, a zwłaszcza przy sterze
nucić sobie ciągle coś cichutko. A jaki szeroki repertuar!
Słyszałem nawet jak śpiewa piosenki partyzanckie.
Myślałem w pierwszym momencie, że się przesłyszałem
ale nadstawiwszy ucha wyraźnie usłyszałem partyzanckie frazy.
Jak ludzie potrafią zapamiętać tyle piosenek?!

Widujemy oczywiście sporo statków po drodze.
Niektóre robią naprawdę imponujące wrażenie.
Pływające góry! Jeśli coś liczy sobie 450 m długości
i 80 m wysokości to naprawdę czapki z głów dla
projektantów i budowniczych. Trzeba też przyznać,
że urodą najczęściej nie grzeszą. To znaczy nie wiadomo
nawet czy właściwym jest stosowanie kryterium
urody dla tych... obiektów.

15 listopada zaczęliśmy się w końcu zbliżać
do Barcelony. Na silniku, jak pamiętam,
bo wiatru ani trochę. Przy wejściu do
portu rzucały się oczy zacumowane trzy olbrzymie
wycieczkowce. Giganty.

Ciekawe na czym polega spędzanie
urlopu na takim wycieczkowcu.
To znaczy wcale nie ciekawe bo jakoś
nie wyobrażam sobie takiego wypoczynku.
A może po prostu się nie znam?

Barcelona od samego portu robi duże
wrażenie. Piękny deptak przy nabrzeżu,
centrum handlowe z trzech stron
otoczone wodą, skwer z kolumną Kolumaba...

c.d.n.

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

124,115 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.